Menu

oddychająca sportem

Orlen Warsaw Marathon - 10 km

kobietabiegajaca

nadszedł ten dzień. wyczekiwany od stycznia. 3 miesiące. ostatnie 2 tygodnie, tydzień, dni, godziny, minuty... pobudka przed 6. lekkie śniadanie dla sportowca, mocna kawa, smoothie na po biegu, ubranie się, zabranie niezbędnych rzeczy i w drogę. byliśmy z Michałem przed 8, bo półtorej godziny przed startem o 9:30 organizator zachęcał do ustawiania się w strefach startowych. było bardzo zimno, bo ok 5oC. na strój założyłam długi wełniany sweter.

na miejscu jeszcze toaleta i ruszyliśmy w stronę miasteczka biegaczy w celu spotkania się z Olgą z ekipy tworzącej klip promujący Orlen Warsaw Marathon z moim udziałem. poprosiła mnie o założenie na mój bieg kamerki Go Pro. już mieliśmy zrezygnować, bo mocno odstawała od ciała i powodowałaby dyskomfort. chłopaki zmienili ustawienie kamerki i zgodziłam się spróbować. przebiegłam z nią do końca.

przed 9 pożegnałam się z Michałem i ciepłym swetrem ;) i oczekiwałam na start. z prawej strony ruszyli maratończycy. cieszyłam się jak dzieciak na widok cukierków. przybijałam im piątki, potem ruszyłam razem ze współzawodnikami  ze swojej strefy czasowej 00:55-01:00 h. minąwszy start włączyłam endomondo i runkeepera. o dziwo endo zawiodło, zwiesiło się i nic nie zapisało. na szczęście keeper się spisał i podawał czas, co pomogło w zachowaniu strategii.

strategia była dziś najważniejsza. postanowiłam biec po woli na początku, żeby nie zderzyć się ze "ścianą". tak się udało. jestem z siebie bardzo zadowolona. uczę się w bieganiu na błędach i przynosi to pożądane efekty. po 5 minutach biegu usłyszałam, że biegnę ok 6:22 min/km co dało ok 700 metrów. zdałam sobie sprawę, że to zdecydowanie za mało, żeby osiągnąć 55 minut. przyspieszyłam, ale delikatnie. po każdych kolejnych 5 minutach średnia zmniejszała się, 6:01, 5:59, 5:57.. na Konwiktorskiej zaczął się dłuższy podbieg. dotychczas podbiegałam ślimaczym tempem kładkę jakieś 20 metrów, teraz biegłam ze stałym tempem ok 6 min całą Konwiktorską. na prawdę kondycja zaskoczyła mnie mega pozytywnie. potem Bonifraterską i Miodową po niewygodnej kostce. sukcesywnie utrzymując stałe tempo, podkręcając je minimalnie na każdym kolejnym kilometrze dobiegłam do Tamki, z której a la sprintem zbiegłam w dół aż do 8-go kilometra na Świętokrzyskim.


ogromnym wsparciem i powerem był doping przypadkowych ludzi po drodze. głównie starszych osób, które stały na naszej trasie i krzyczały: brawo! klaskały i zagrzewały. dzieciaki wystawiały rączki do przybicia "piątki". to było bardzo radosne i pozytywne. przybijałam piąteczki, odmachiwałam i szczerze i szeroko się uśmiechałam. najcudowniejszą parą byli staruszkowie na balkonie przy Miodowej, około osiemdziesiątki, którzy nam machali:)

po 8 kilometrze powinnam była ostro przyspieszyć. tak rozmawialiśmy wczoraj z Michałem pokonując marszem Świętokrzyski i ostatni odcinek do mety na marszobiegu. niestety przy tak szybkim tempie ciężko mi było biec jeszcze szybciej przez 2 kilometry. całą trasę to raczej ja prześcigałam ludzi, aniżeli zostawałam w tyle. Michał powiedział mi po biegu, że część osób nie dawała rady już na Świętokrzyskim, ale od startu... po ok 1,5 km... później też widziałam sporo, które stawały albo zaczynały iść. kiepsko. ja parłam do przodu, ale bez spektakularnego końca.

zdjęcie poniżej (od lewej) ostatnie 50 metrów. po bokach cudowni kibice, las twarzy i machających i klaszczących rąk (nie zauważyłam Michała w tym tlumie i nie usłyszałam, bo w uszach płynął rock z radia)

nie udało mi się przebić 55 minut, jednak 58 nie jest złym wynikiem, biorąc pod uwagę ambicję planowanego czasu. stawiałam na niego kilka miesięcy temu, zakładając regularne treningi, nie przerwane chorobami z kilkoma 10-tkami do dnia maratonu. nie udało się zrealizować założeń treningowych, a sam bieg poszedł mi świetnie i z bardzo dobrym czasem dla mnie:) jestem zadowolona i szczęśliwa.

na koniec obejrzeliśmy finiszowanie maratończyków. I miejsce zajął fenomenalny Etiopczyk Tola Tadesse, który 42,195 km pokonał w 02:06:55 min .... nic dodać, nic ująć. III miejsce zdobył nasz Henryk Szost z czasem 02:08:55 :) genialni panowie!

poniżej po lewej i po środku Tola, po prawej inny znany sportowiec:) nie, nie ten po lewej, ten po prawej;) Tomasz Majewski

to jeden ze wspanialszych dni w moim życiu:)))))))))))))))))))))))))))))))))))

w tym wyjątkowym dniu myślałam o mojej przyjaciółce, która ogromnie mnie wspierała duchem, bo ciałem nie mogła mi towarzyszyć. Martusiu, dziękuję za ciepłe słowa i smsa dzisiaj rano, ogrom ciepła i pamiętaj, że myślałam o Tobie trzymając kciuki za Ciebie:-*

dziękuję też w tym miejscu Michałowi, który osobiście i permanentnie mnie wspierał. dziękuję Ci Kochanie :-* nie zawsze jest lekko, jak w sporcie, ale ciężka praca - jak moja dzisiaj na trasie - przynosi efekty. kocham Cię i dziękuję, że jesteś:)

SZCZĘŚCIE :-)

mój pierwszy medal. a po południu myślałam o kolejnym biegu ulicznym, na który się już zarejestrowałam :)

za uwagę dziękuję.


© oddychająca sportem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci