Menu

oddychająca sportem

wiosna!!! nedeszła. jak miłość.

kobietabiegajaca

opowieść o wielkiej miłości. mojej miłości z wzajemnością. sporcie. ale o tym za chwilę.

dzisiaj długo spałam, zwłaszcza jak na mnie długo..w końcu w stałam ok 11. naszło mnie jeszcze w łóżku, żeby zafundować sobie urozmaicenie z biegiem, skoro mam takie możliwości. postanowiłam wsiąść w samochód i pojechać do mojego ulubionego parku pobiegać. jednak poranek był ciężki na samodyscyplinę..poza tym przykuła mnie od połowy kotka na rozgrzanym blaszanym dachu a potem jeszcze na ostrzu - świetne filmy. nie dałam jednak za wygraną. założyłam, wydawało się lekko jak na 9oC w zimę!!!, lekkie ubranie, wzięłam kluczyki i ruszyłam. okazało się, że mogłam spokojnie pod zwykłą bluzę założyć krótki rękawek. gdybym wyszła jak planowałam, dojechałabym na piękne słońce, niestety na starcie żegnało się już z dniem. mimo tego było niezwykle ciepło i wiosennie.

biegałam 48,30 min, zrobiłam 7,3 km ze średnią o sekundę mniejszą niż ostatnio przy ponad 7 km!!, tj. dzisiaj było 6,38 min / km.

moja największa miłość, szczęśliwa - sport. jesteśmy razem od zawsze choć z przerwami. odkąd pamiętam coś robiłam. pisałam o tym na początku. jednak wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. teraz zrozumiałam, że faktycznie towarzyszy mi od zawsze i jeśli tylko nie mogę go uprawiać, szkodzi mi. dlatego często uprawiam spacery, to rekreacja, nie sport, ale ruch. a to podstawa - dla mnie. kiedy wychowywałam samotnie na początku moją córeczkę, jeździłam z nią odkąd skończyła 4 miesiące przez półtora roku na basen. potem przez półtora roku chodziłam raz w tygodniu na siłownię. regularnie, nawet jak mi się bardzo nie chciało. potem z braku możliwości, kasy itd przestałam robić cokolwiek poza spacerami. ale nasza miłość jest tak wielka, że nie mogliśmy bez siebie żyć;) mimo że wolałabym mieć łatwiejsze życie i nie zaczynać nowej dyscypliny by się głównie odstresować, cieszę się, że tak się ułożyło życie. dzięki temu czy przez to kocham, tzn. biegam:)

kilka dni temu natrafiłam na artykuł o wielkim - dosłownie - jurorze w amerykańskim Master Chefie, najmłodszy szef kuchni, bardzo uzdolniony i ważący prawie 200 kg Graham Elliot postanowił zadbać o swoje życie. głównie ze względu na relacje z dziećmi. udało mu się uzyskać 120 kg, czyli pozbyć się 80! pomógł oczywiście lekarz, ale też zdrowa dieta, na której musi funkcjonować. natomiast przyznał, że znalazł nową radość - bieganie:) w październiku brał udział w biegu na 5 km w 34,49 min. niezły jest..albo ja taka kiepska;)

kiedyś tak bym myślała i się dołowała. teraz wiem, jakie mam predyspozycje. otóż jestem szczupła, trochę się w życiu ruszałam, nie obżeram się za często chipsami i nie żłopię piwa, ale...mam bardzo dużo stresu, jem raczej za mało zdrowo, czasem zajadam nerwy, przejadam się, mam chory kręgosłup - choć to chyba najmniej wpływa na osiągi bo na szczęście mi nie dokucza podczas i po biegach, natomiast najgorzej ma się sprawa z moim układem oddechowym :( jestem alergikiem i okresowo astmatykiem. w zeszłym roku przeszłam zabieg poprawy przegrody nosowej, którą miałam podobno - tak twierdziło kilku lekarzy - w strasznym stanie.. miało być cudownie i wreszcie bez problemów z oddychaniem. nie jest. byłam potem jeszcze u innego laryngologa, który potwierdził perfekcyjność wykonania wyprostowania przegrody. podejrzewam, że moje problemy ma podłoże alergiczne. skutek jest taki, że podczas biegu zużywam (każdą wielokrotnego użytku..) ok paczkę chusteczek. wkurza mnie to, ale staram się z tym pogodzić. biorąc więc pod uwagę takie problemy mogę mieć ciut słabsze wyniki od innych biegaczy:) ważne, że mnie zadowalają. ponadto zapomniałabym o najważniejszej predyspozycji u każdego sportowca, jaką posiadam. determinacja:) tak:)

z takim widokiem kończyłam bieg

park

a taki widok rozpościerał się tuż przed powrotem do domu

zachod slonca

ps. wieczorem c.d. przyjemności, kino z obłędnym Leonardem D.;)

za uwagę dziękuję.

© oddychająca sportem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci