Menu

oddychająca sportem

początki, nie zawsze trudne;)

kobietabiegajaca

dzień pierwszy.to już dziś:)

od zawsze wzbraniałam się przed bieganiem ze względu na chory kręgosłup. mam od dzieciństwa skoliozę lędźwiowo-piersiową. brzmi strasznie, ale nie wygląda tak źle;) przede wszystkim dlatego, bo rodzice bardzo dbali o mój stan zdrowia po diagnozie. byłam wysyłana do sanatoriów, z dala od domu. w szkole podstawowej chodziłam z równie wielką niechęcią na korektywę..lata 80-te mimo, że w stolicy i warunki w miejskiej szkole nie wyglądały dla mnie zachęcająco:/

na szczęście mój tata zaraził mnie najwspanialszą chorobą na świecie. sportem:) to u nas rodzinne. obecnie zaszczepiam bakterie sportowe u córki.

odkąd pamiętam lubowałam się w różnego rodzaju aktywnościach, biegałam na randki z chłopakami..a to nie ta historia;) była siatkówka na każdym wyjeździe z rodzicami i ucieczki z pola z płaczem bo nie sprostałam ojca wymogom w byciu dobrą siatkarką a nie z pupą przypominającą o prawie grawitacji-wciąż nie umiałam jej podnieść, pływanie, jak wrzucał mnie do wody i może dlatego jej nie lubię bo raz się trochę opiłam i obrażona wyszłam na suchy ląd..i tak mogłabym wymieniać dalej, ale na szczęście ja byłam zawsze w sporcie zdeterminowana - tego też nauczył mnie tata. skutecznie, za co mu jestem wdzięczna:)

znalazłam własną drogę. pokochałam krav magę na półtora roku. nie opuściłam żadnego treningu, choć tata dawał mi tydzień;) potem i wcześniej była siłownia, gł. trening aerobowy, troszkę fitnessu, kilka miesięcy fenomenalnej jogi, od zawsze rower, na którym w dzieciństwie ścigałam się z ojcem po lasach nigdy nie odpuszczając i nie pozwoliwszy sobie go zgubić;), w końcu rolki. mam za sobą krótką naukę przez mistrza, krótką, bo szybko chwytam sprawy techniczne w sporcie, który mnie pociąga (pomijając siatkówkę - pupa nie chciała się podnosić, a może dlatego, że do tej dyscypliny właśnie serca nie miałam). zaliczyłam kilka nightskatingów w tym roku, warsztaty doszkalające z jazdy i jestem z siebie dumna. czekam na otwarcie sezonu, żeby znów w przyszłym roku wyruszyć w miasto na kółkach:)

czas leciał, ja stałam się coraz bardziej przybita problemami, obowiązkami, macierzyństwem, samotnym i meandrami wychowawczymi...olśniło mnie! zacznę biegać! (przyp.red. ;P nie jest to nic zastępczego do zmierzenia się z rzeczywistością, ale powrót do zdrowego, ulubionego trybu życia i zastrzyk dodatkowych endorfin)

a jeśli chodzi o sport, jeśli chodzi o coś, na czym mi bardzo zależy, jestem niezłomna! no i trochę narwana, muszę mieć wszystko tu i teraz. więc wybrałam się dzisiaj z moim merytorycznym i behawioralnym guru, tj. wysportowanym bratem, który też liznął biegania jako biegania - bo zazwyczaj biega za piłką z 21 innymi chłopakami, bez sensu;) -  i zakupiłam BUTY.

buty to ważna rzecz, choć nie obyło się bez pobocznych gadżetów. opaska, rękawiczki, deszczówka - bo to sezon na ulewy. zacznę od biegów w legginsach i bluzie, bluzkę do biegów już mam. na początek wystarczy.

a początki nie zawsze są trudne, bo mam buty, a założenie było, że będą dzisiaj, bo od jutra zaczynam swój bieg. bieg po zwycięstwo. moje własne:)

za uwagę dziękuję.

© oddychająca sportem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci