Menu

oddychająca sportem

pierwszy bieg

kobietabiegajaca

wpis z 05.11 - wystawiony na blogu 06.11 ze względu na problemy techniczne z komputerem

ze względu na chwilowy pobyt w domu, nie musiałam się zrywać o 5 rano, więc wstałam późno, o 6 ;)  po prostu chcę pomału przestawić swój organizm z trybu leniucha na codzienny - niedospany, ziewający, itp

pobudka nie była taka straszna jak przez poprzednie dni o 7 czy 8. zadziałała stara dobra psychologia, bo wstawałam dla przyjemności. byłam taka podekscytowana i ciekawa jak to będzie. biegać. i to samej. ubrałam się w przygotowany strój i ruszyłam. zgodnie z przygotowanym wcześniej "programem" treningu, który wyszukałam dzień wcześniej w internecie, postanowiłam zacząć od 5 minutowego marszu, 15 minutowego biegu/marszu i na koniec 5 minutowego marszu. określiłam też trasę z której wynikało, że w te 25 min pokonam niecałe 3 km.

ruszyłam zapominając uruchomić aplikację w telefonie runkeeper, na szczęśnie przypomniałam sobie po parudziesięciu metrach. aplikacja jest fajna, bo poza ilością spalonych kalorii informuje nawet przy włączonym radiu o pokonaniu 1 km oraz umożliwia zachowanie swoich tras, pokazuje wszystkie ważne parametry, pomaga w stworzeniu trasy a także proponuje dłuższe programy do zrealizowania w określonym czasie.

i tak przy ulubionej rockowej muzyce i poranku w esce rock, marszowałam a potem biegłam! był to szybszy trucht, żeby się nie przetrenować. czytałam, że lepiej zaczynać powoli w celu uniknięcia przeciążeń, bóli, ostrych zakwasów, itd.

ten pierwszy bieg był prawdziwą przyjemnością. naprawdę czułam jak uwalniają się endorfiny. wreszcie znów to poczułam! czysta przyjemność. byłam z siebie zadowolona, pokochałam bieganie od razu. wdychałam z radością kolejne porcje tlenu i z radością pokonywałam kolejne metry. chciałam więcej i więcej i trochę oszukałam na końcu. zamiast więcej przemarszować, kontynuowałam bieg. nie mogłam się powstrzymać. czułam się jak kłamczucha, ale to nie było takie oszustwo jak wielokrotnie o dodatkowej czekoladce, której już nie powinnam pochłaniać;) (choć zasadniczo nie przepadam za słodyczami, w przeciwieństwie do przepadania za..jedzeniem)

przebiegłam niecałe 3 km. zadowolona. dumna z siebie. szczęśliwa. nienasycona. czekająca na więcej. na następny bieg, na czwartek.

za uwagę dziękuję.

wpadłam do domu po biegu i po chwili przywitała mnie córka.  niektórzy się wysypiają ;) to ona jest autorką zdjęcia.

© oddychająca sportem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci